A A A Wersja kontrastowa

W interesie mieszkańców

Historia firmy Domus to opowieść o dwóch kobietach, które ze swojego doświadczenia z pracy na etacie uczyniły kapitał założycielski własnej firmy. To także dowód, że w nawet tak wymagającej branży biznes można budować na empatii.

Zarządzanie i administrowanie nieruchomościami, to chyba nie jest łatwy biznes? 

Dagmara Kopciuch, DOMUS s.c. Zarządzanie i Administrowanie Nieruchomościami: Ma pan rację, na pewno nie jest łatwo. Jak w każdej pracy, w której na co dzień stykamy się z ludźmi, z ich emocjami, nadziejami i oczekiwaniami trzeba to unieść, wykazać się zrozumieniem i spróbować znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie problemu. Myślę jednak, że dajemy radę. Nasza firma obsługuje siedemnaście dużych budynków, w których mieszka około półtora tysiąca rodzin.

To jak nieduże miasto! 

W sumie tak, ale na polskim rynku działają firmy znacznie większe od nas. 

Kiedy zdecydowaliście się Państwo na tę formę działalności? 

Zaczęło się od pracy w Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Tam z koleżanką, a dzisiaj moją wspólniczką, Agnieszką Leśniak, nabierałyśmy doświadczenia. Licencję na zarządzanie nieruchomościami zrobiłyśmy w 2003 roku, a więc w zasadzie działamy na tym rynku od początku istnienia wspólnot mieszkaniowych. 

Po latach zdobywania doświadczeń, co uważa Pani za najtrudniejsze w tym biznesie? 

Do wszystkiego można się przyzwyczaić i dzisiaj trudno nas czymś zaskoczyć, co wywoływałoby negatywne emocje. Jednak początki były bardzo trudne. Budynki, które obsługujemy, wcześniej należały do zasobów Wojskowej Agencji Nieruchomości, PKP i innych jednostek. Stan tych budynków był fatalny. Gdy zgodnie z przepisami zaczęliśmy je wyodrębniać w osobne wspólnoty mieszkaniowe, ludzie byli przekonani, że teraz, w ekspresowym tempie nastąpią remonty i zmiany zgodne z ich oczekiwaniami. Trudno było im zrozumieć, że jako właściciele mieszkań i członkowie wspólnot będą musieli w kosztach tych remontów partycypować. W przeszłości odbywało się to kompletnie bez zasad. Jak ktoś miał siłę przebicia, to jedna, czy druga instytucja robiła jakieś doraźne remonty i szło to z ogólnego budżetu, mieszkańcy mieli wrażenie, że nic to nie kosztuje. Zmiana mentalności wymagała setek, jeśli nie tysięcy rozmów. Chciałyśmy, by ludzie zrozumieli, że krok po kroku wyprowadzimy ich budynki „na prostą”, ale wymaga to stworzenia funduszy remontowych i wspólnego wysiłku. Teraz już praktycznie wszyscy to rozumieją. Co roku przeprowadzamy spotkania ze wspólnotami, prezentujemy im plany gospodarcze i plany remontów. Mieszkańcy to akceptują i prace idą do przodu.

Ale są też  chwile satysfakcji? 

Tak, oczywiście - to są naprawdę wielkie i pozytywne emocje, kiedy na spotkaniu wstają kolejni lokatorzy i chwalą nas za wysiłek, za zmiany, za inwestycje, które wpływają na obniżenie rachunków do zapłacenia przez wspólnotę. Uważam, że naszym atutem jest umiejętność rozmawiania z ludźmi.   

O ile można obniżyć rachunki? 

Nawet do 20-30% w skali całego budynku wspólnoty. W przypadku poszczególnych mieszkań nie jest to takie oczywiste, bo to zależy od tego, jaki komfort cieplny preferują mieszkańcy. 

Termomodernizacja to moda, czy konieczność? 

Zdecydowanie konieczność, przynajmniej w przypadku budynków, którymi się zajmujemy. W tym wypadku decydowaliśmy się na prace termomodernizacyjne nie ze względów estetycznych, ale dlatego, że doskonale wiedzieliśmy, że rachunki za ogrzewanie stanowią największą pozycję w opłatach eksploatacyjnych mieszkańców i na nich można najwięcej zaoszczędzić, jeśli budynek zostanie odpowiednio zmodernizowany. 

Skąd wziął się pomysł, żeby przy tej okazji skorzystać z pożyczki termomodernizacyjnej? 

Przez lata korzystaliśmy z kredytów komercyjnych i z premii termomodernizacyjnych. Przypadek sprawił, że od jednej członkiń obsługiwanej przez nas wspólnoty, która pracuje w Fundacji Rozwoju Śląska, dowiedzieliśmy się o możliwości skorzystania ze specjalnej pożyczki termomodernizacyjnej. Fundacja jest pośrednikiem finansowym Banku Gospodarstwa Krajowego. W 2018 roku skorzystaliśmy z niej po raz pierwszy. Teraz korzystamy z niej drugi raz. 

Czy trudno było uzyskać tę pożyczkę? 

Nie. Dla firmy z naszym doświadczeniem to nie jest problem. Jedyne, czego żałujemy, to to, że w 2018 roku można było wziąć tylko 500 tysięcy złotych pożyczki. Na szczęście wspólnota miała środki własne. Obecna pożyczka to 1,3 mln złotych. Przy skali prowadzonych przez nas inwestycji, to dużo lepsza kwota. 

Czy ktoś Państwu pomagał w przeprowadzeniu procedury uzyskania pożyczki? 

To łatwa procedura, dużo łatwiejsza niż w przypadku kredytów komercyjnych. Ponadto mieliśmy duże wsparcie i od pracownika, i od dyrektora fundacji, która udzieliła nam pożyczki. 

Czy spłata tej pożyczki to duże obciążenie dla zarządzanych przez Państwa wspólnot? 

W jednym przypadku udało się utrzymać miesięczną zaliczkę na niezmienionym poziomie, w drugim wymagało to dopłaty 70 groszy od metra kwadratowego. Właściciele wyrazili zgodę na zwiększenie kwoty funduszu remontowego, wiedząc, że część kosztów są w stanie odzyskać poprzez obniżenie kosztów ogrzewania. Ponadto trzeba na to spojrzeć szerzej - w przypadku kredytu komercyjnego na piętnaście, czy dwadzieścia lat, wspólnota samych odsetek dopłaciłaby 600 tysięcy złotych. Ta unijna pożyczka jest na osiem lat i zarówno oprocentowanie, jak i prowizja za jej udzielenie wynosi… zero procent. To dla mieszkańców jest po prostu super. 

Poleciłby pani innym przedsiębiorcom tę formę finansowania? 

Jak najbardziej.

Dagmara Kopciuch 664 010 910

DOMUS s.c. Zarządzanie i Administrowanie Nieruchomościami

adres mailowy: biuro@domus24.net