A A A Wersja kontrastowa

HEMPIS Sp. z o. o.

Dobre relacje z klientami zapewniają popyt

Marek Pietrzak działa w tej samej branży od 1968 roku 20 lat temu rozstał się ze wspólnikiem, a przyjął do firmy syna. Dziś Hempis to biznes typowo rodzinny, zajmujący się osprzętem elektrycznym.

– Zaczynaliśmy od niewielkiej hurtowni i dwóch sklepów detalicznych. Przez 7 kolejnych lat firma tak się rozrosła, że zabrakło nam miejsca. W 2002 roku  przenieśliśmy się do nowej siedziby. Teraz znów się przeprowadzamy. Kupiliśmy na przetargu od miasta grunt o powierzchni blisko 6000 m². W ubiegłym roku uruchomiliśmy część magazynową, część handlowa jeszcze się buduje, ale niebawem już tu osiądziemy.

W rodzimym piotrkowskim oddziale będzie pracowało około 30 osób. Hempis zatrudnia w sumie 54 pracowników, a będzie ich około 60, bo  w związku z przeprowadzką personel zostanie zwiększony. Oddziały firmy znajdują się jeszcze w Bełchatowie, Radomsku, Tomaszowie, Zduńskiej Woli i w Łodzi, są to jednak wyłącznie małe magazyny o powierzchni do 200m². Pozwalają na obsługę typowych zamówień z terenu danego miasta. Na brak klientów firma nie narzeka.

– Dwudziestoletnia historia handlowej działalności robi swoje. Podobnie jak moje prawie 40 lat w branży. Wszystko opiera się na wzajemnej znajomości – to przede wszystkim kontakty osobiste przyczyniają się do przywiązania do nas klienta, zarówno indywidualnego, jak i firm. Zresztą marka Hempis też jest już znana.


Zdaniem Marka Pietrzaka firma się rozwija, bo po prostu oferuje towar, na który są klienci.

– Towary można podzielić na kilka grup: kable i przewody, oświetlenie, osprzęt (wyłączniki, gniazda), aż do aparatury niskiego i wysokiego napięcia (łączniki, styczniki, przekaźniki). To są elementy i do latarni, i do lampek, a więc źródeł światła mieszkaniowych, przemysłowych i ulicznych. Odbiorców też można pogrupować, biorąc pod uwagę wielkość związanych z nimi obrotów. Najważniejsi są instalatorzy, bo robią największe zakupy. Później są zakłady przemysłowe, sklepy, instytucje typu urzędy gmin. Mamy też odbiorców indywidualnych, których szanujemy na równi z tymi dużymi. W końcu każdy klient jest bardzo ważny, bo z klienta żyjemy.


Na inwestycje potrzeba jednak czasem dodatkowych pieniędzy. W przypadku Hempis najczęściej pochodzą one z kredytów.

– Właśnie tak trafiliśmy na JEREMIE: czekając na inny kredyt. To było akurat w takim przejściowym okresie, kiedy kończyły się środki własne, a zewnętrznych jeszcze nie było. Krajowe Stowarzyszenie Wspierania Przedsiębiorczości obsługujące JEREMIE złożyło nam ofertę, dogadaliśmy się, dość szybko to poszło. Stowarzyszenie od początku mówiło o dwóch tygodniach i było tak, jak deklarowali, choć ja na początku w te deklaracje nie wierzyłem. Ale dostaliśmy środki z JEREMIE, pożyczkę, i to było akurat wtedy bardzo przydatne, przyspieszyło inwestycję. Bo zrobiliśmy na przykład z własnych pieniędzy przedpłatę na regały, ale pełne koszty mogliśmy pokryć dopiero dzięki JEREMIE. Te regały leżały u nas, ale nie były montowane, dopóki nie zapłaciliśmy. Zależało nam na czasie, a szybkość procedury okazała się  bezkonkurencyjna w zestawieniu z bankiem, który wymaga od kredytobiorcy przedstawienia o wiele większej liczby sprawozdań. W JEREMIE nie ma też konieczności zapewnienia takich zabezpieczeń, jakich życzy sobie bank.


Środki zostały przeznaczone nie tylko na regały, ale również na jeden wózek widłowy i dwie windy.

– Wózek kosztował 50 tysięcy. To sprzęt z drugiej ręki, po kapitalnym remoncie. Używamy go tylko do załadunku i rozładunku, na nasze potrzeby wystarczy. Koszt  wind – osobowej i towarowo-osobowej – to są kwoty rzędu stu paru tysięcy za jedną. Za komplet regałów zapłaciliśmy czterdzieści parę tysięcy, bo to są aż trzy kondygnacje. Planujemy zorganizować to tak, żeby pracownik wchodząc w komputer wiedział, jaki towar jest na jakiej półce. Regały ponumerujemy, półki również. Dzięki temu człowiek przyuczony do obsługi programu komputerowego nie musi być fachowcem. Mając dokument w ręku, wszystko znajdzie. Nam to obniży koszty zatrudnienia i usprawni obsługę klienta. Liczy się każdy drobiazg, bo konkurencja w tej branży jest bardzo duża.